czwartek, 19 lutego 2015

{1} Drobne rytuały


Początek za mną, zobaczymy jak pójdzie dalej. Krótko, ale raczej nie planuję tu dłużyzn. Po raz pierwszy od dawna bez pomocy bety, więc powiedzcie, czy to się w ogóle da czytać z moimi błędami. Jeśli jest tak źle jak myślę, dajcie znać, postaram się o kogoś do pomocy.

P
odobnie jak każdy z nas, Vivienne Mimieux, miała swoje drobne rytuały. Jak na przykład codzienne wstawanie piętnaście minut wcześniej niż to konieczne, tylko po to by w spokoju usiąść przy stoliku klejonym z jasnego drewna, wypić kawę z duża ilością cukru i mleka oraz zapalić papierosa. Małe przyzwyczajenia, pielęgnowane przez lata.
Kambuz łódki, od dekad służącej jej za mieszkanie, kotwicząc w wielu portach świata, w całości obity został lśniącym drewnem, o poranku odbijającym promienie słońca wpadające przez bulaje, sprawiając, że wnętrze wypełniało się rozbłyskami koloru ochry, nadając mu przez to specyficzny klimat, tak bardzo uwielbiany przez właścicielkę.
Vivienne westchnęła cicho, wypuszczając dym z płuc, wyrażając tym samym niezadowolenie z kolejnego dnia pracy. Zastanawiała się, co jej matka powiedziałaby na to, że córka nadal była kelnereczką w podrzędnej jadłodajni, utrzymanej w amerykańskim stylu, jednej z tych, gdzie kawę nalewa się klientom prosto z dzbanków. Mimieux cieszyła się jednak, że po raz kolejny wytrwała do poniedziałku i po powrocie czekały ją dwa dni wolnego.
Skrupulatnie unikała wzroku własnych, piwnych oczu, podczas rozczesywania splątanych kosmyków barwy orzechów laskowych. Jak każdej nocy, cyklicznie, niczym w zegarku, od momentu, gdy wyciągnęły ją z czarnej otchłani rozpaczy i samozniszczenia, wizje nieznanego pochodzenia zaczęły wypełniać sny Vivienne. Przynajmniej robiły to każdego dnia, kiedy udało jej się uchwycić resztki mglistych wspomnień.